zielona mrówa

Teatr Satyry Zielona Mrówa

ZAGRAJ TO JESZCZE RAZ
Jest piątek. W piątki zamykamy biura szybciej. W piątki odliczamy minuty, które pozostały do końca, stwarzamy pozory. W piątki panowie w garniturach piją wódkę. Dla nas tydzień kończy się w piątek. My w piątek idziemy do teatru.
Za oknem deszcz. Mokre chodniki i jakaś taka niepewność. Wychodzić? Nie wychodzić? Za dwadzieścia minut rozpoczynają się piątkowe przeglądy. Kurtka, klucze, telefon. Wychodzę.
Ci, którzy wybrali kawę i poranne wydanie wiadomości, mogli dziś wieczorem obejrzeć dwie z pięciu prezentujących się na deskach teatru dworskiego grupy. Ten okrojony w znacznym stopniu repertuar jest konsekwencją pewnego wyboru. Biorąc pod uwagę, że każdy wybór jest raczej wyborem subiektywnym, a ja wolę dokonywać zmian niż wyborów, potraktuję wszystkich jednym ciosem. Budującym, bo przecież bawiłam się dziś niebywale. Kiełkujące we mnie emocje, skrajne, jak tematyka dzisiejszych spektakli, nie pozwalają mi na zostawienie bez żadnego komentarza którejkolwiek z dzisiejszych historii.
Pierwszy strzał celnie trafia prosto w moją świadomość. Scena młodych to i młodszych rusza bardziej. „Fejs Bóg” to wykonana przez Zespół Teatralny SCENY „i” słodko-gorzka opowieść o przenikających się wzajemnie światach rzeczywistym i wirtualnym. Śmiejąc się z przerażeniem, bo przecież prawda uderza bardziej niż najpiękniej opowiedziana bajka. Klik! Przychodzi powiadomienie z Facebooka. Nie sprawdzam. Przez kilka minut wygrywam z powszechnym uzależnieniem, jakim są serwisy społecznościowe. Tylko przez kilka minut. Fajnie zagrane, nie przegadane, nie przerysowane. Może tylko dlatego, że dotyka mnie personalnie. Mówi się, że tematy leżą na ulicy, mówi się też, że temat to połowa sukcesu. Jeśli tak, możecie świętować półmetek zwycięstwa.
Teatr Ecce Homo konsekwentnie trzyma poziom. Dziś porwali nas w zabawną, pełną prawdziwego życia i niebanalnej miłości podróż, nie bez powodu podróż, bo wsiedliśmy wraz z nimi do samochodu, który wiódł nas przez włoskie ścieżki i temperament. Było z klasą, było burzliwie i filmowo. A wszystko w teatrze i o teatrze. Bo gdzie lepiej mówić o poświeceniu i miłości do sceny niż na jej deskach? Wszyscy, których serca choć w niewielkim stopniu skradł kiedykolwiek teatr mieli podczas finałowej sceny gęsia skórkę na rękach. A ci, którzy nie mieli… cóż, być może zakochali się zbyt pochopnie.

tryptyk ecce homo

Teatr Ecce Homo w spektaklu „Vattene !” – fotomontaż: „Ecce Femina”

„Powiedz Swój Tekst” Teatr Pid Gin to próba opowiedzenia pewnej historii. Jakiej historii? Postawienie takiego pytania wydaje się być nierozsądne. Należałoby zapytać jak kończy się ta historia? A może właśnie nie? Jeden z bardziej intrygujących mnie spektakli, bo nie tylko opowiada pewną historię, ale też zadaje pytania. Spełnia jedną z funkcji, przez którą wielu zakochało się w teatrze. Nie podaje wszystkiego na złotej tacy. Nie dla mnie, ja mam do zadania 1001 pytań, tak jak 1001 baśni, dzięki którym Szeherezada pozostała przy życiu. Piękne nawiązanie dla każdego aktora. Przedstawienie musi trwać!
Sztuka tylko dla dorosłych. Dlaczego? Dramat ukryty w czterech ścianach. Słowa, które nic nie znaczą, bo to między nimi należy szukać odpowiedzi, kto tak naprawdę jest odpowiedzialny za tragedie. Teatr T.C.R. i „Knienie” to miłość jakich wiele, rodzina jakich wiele. Toksyczny związek, rzucane bez sensu zapewnienia, że wszystko jest w porządku, oszukiwanie siebie i otaczających nas ludzi. Dramat, który przeszywa. Mimo to nie mogę przestać zadawać pytania: „Dlaczego tylko dla dorosłych?” Ja wbrew sztampie i zbędnej poprawności mówię, zabierzmy na to dzieci do teatru. Pokażmy im prawdę. Nie zamykajmy się w schemacie.
Jako ostatnie zeszły ze sceny „Zielone Mrówy z Lublina”. Nie martwcie się, nie na długo. „Podglądanie rodaków czyli na Zapupiu Dalekim”, to nic więcej jak śmiech przez łzy, wywołany groteskowym przedstawieniem naszych ułomności. Podane słodko, wyśpiewane, z muzyką, z klimatem. Przemycona gdzieś miedzy kolejnymi wersami gorzka prawda o nas samych, która w malinowy sposób została przerobiona na całkiem zabawny i wcale, wydawać by się mogło, nie uwłaczający nam spektakl. Takie nasze małe, polskie Bollywood. Pomieszanie tego co było, z tym co jest. Nie mogło się to nie udać, przecież wykorzystana została „Śmierć w kręgu rodziny”, która sama w sobie jest genialna. Tym bardziej, gdy wykorzystuje ją tak dobrze zapowiadająca się obsada.
Polał się niczym nieograniczony cukier, ale debiutuje, a debiutantom wybacza się więcej. Obiektywizm nie istnieje, ale czy cokolwiek istnieje naprawdę? Nie martwmy się zbyt wiele i śmiejmy głośno! Być może przepłacę to miejscem siedzącym na sobotnich przeglądach, ale na Boga, spotkajmy się jutro w teatrze! Do zobaczenia!

M.

ecce homo

Teatr Ecce Homo