konfenansjer ewa lis biesiada teatralna

Konferansjer Ewa Lis, zapowiada pierwszy spektakl

Mamy za sobą pierwsze pokazy dla publiczności. W czwartkowy wieczór wystawiono trzy sztuki. Pierwsza z nich, to  „Toń” Teatru Tańca SAMAYA. Zazwyczaj tytuł bardzo dużo mówi na temat spektaklu, zwłaszcza takim bez słów, gdzie mówi tylko ekspresja. Dlatego ten spektakl, był dziś najtrudniejszy w odbiorze, mimo iż miał bardzo jasną fabułę.

Teatru Tańca SAMAYA – „Toń”

teatr tańca samaya

Pierwsze wrażenie z tej sztuki jest uderzające, głównie przez muzykę. Tysiąc słów nie opisze aury, tak jak może to zrobić dobra muzyka. Użyłem słowa „uderzające” gdyż mimo spóźnienia i zamętu w głowie, od razu zostałem nastrojony właśnie przez muzykę. Po chwili obserwowania tańca i akcji, przychodzi wrażenie i refleksja. Mieliśmy dwójkę głównych bohaterów, na początku na wzajem siebie goniących, jakby zabiegali o swoje względy. W końcu się zbliżyli, ale nagle pojawiły się jakieś bliżej nieokreślone postaci, które można uznać za różne sprawy i zajęcia. Dla zobrazowania sobie tych postaci, nazwałem je „Wiłami”. Odciągały one tę dwójkę od siebie. Po jakimś czasie takiego zamętu, powrócili do siebie i znów byli razem, ale potem znów owe „Wiły” ich rozdzieliły. Toń, obrazowana przez falującą folię i kurtynę przeźroczystą, pokazuje nam, jak często jakieś inne sprawy, odciągają nas od innych ludzi. Bawimy się na początku, adorujemy, by w momencie gdy coś zdobędziemy, przejść do codzienności i się oddalać i zapadać w toń codzienności. Teatr Samaya, przedstawił sztukę na poziomie, który potrafi przemówić. Teatr ekspresji ruchowej jest trudny do przedstawienia, gdyż trudno go zrozumieć. Wymaga wybitnych zdolności tworzenia atmosfery i ekspresji. Aktorzy, którzy tworzyli tę sztukę, ucząc się jej, szukali natchnienia nad jeziorami. Sądzę, że to było widać w ich tańcu. Artystycznie spektakl z polotem i bardzo wyraźnym klimatem.

Teatr Na chwilę – „Konwent – spotkanie tematyczne”

teatr na chwilę

Druga sztuka, która została wyselekcjonowana dla publiczności, to „Konwent – spotkanie tematyczne” Teatru Na chwilę. Tę sztukę można określić, jako bardzo naturalną i niewymagającą. Akcja dotyczyła idei niespodziewanych odwiedzin i przedstawiała współczesną reakcję, na tego typu proceder. Starsi ludzie lubią mówić, że kiedyś to było inaczej, ludzie się odwiedzali, każdy tylko szukał kontaktu, rozmowy. Było wesoło i można było liczyć na znajomych czy sąsiadów. Dziś goście wydają się być intruzami. Tak jak w tym przedstawieniu, niejako fałszywa uprzejmość i udawanie, mocno się wpiła w wyrazy twarzy aktorów. Potem w miarę rozwoju akcji, sztuka wydająca się tylko śmieszna, zaczęła się ciekawie rozwijać. Aktorzy pokazali niezwykle wyraźne osobowości, dochodzące niemal do skrajności. Na początku cała czwórka niczym się nie wyróżniająca, z czasem wyodrębniła pojedyncze indywidualności. Cała sztuka, przedstawia takie wzorce zachowań we współczesnej kulturze, które zasadniczo same w sobie są groteskowe. Wydaje się, że przesłaniem tej sztuki jest zachęta do zwiększenia świadomości i nakierowania się na kulturę, a nie kupowanie wrażeń. Dziś można wszystko kupić, nawet wspominane w sztuce scenariusze na życie. Kupujemy jak żywe trupy, nawet emocje, by choć na chwilę ożyć i przestać być śmiesznym, i stać się po prostu sobą. Gorzej, gdy ktoś postanowi wypić z kogoś krew, by na chwilę ożyć. Niestety, dziś wydaje się, że nawet chwilowe rozumienie konwencji kultury masowej, to tylko taka gra aktorska i udawanie rozumienia czegoś. Gdy już ktoś pójdzie, przed kim musimy udawać, możemy się przebrać w swoje galeryjne ubranka i pójść spać.

Teatr Planeta M „Tańce w Ballybeg”

planeta m

Teatr Planeta M z trzecim spektaklem dziś, wprowadził nieco zachodniego „orientu” sztuką „Tańce w Ballybeg”. Oto jak nakreśla sztukę sam teatr:

Spektakl w reżyserii Magdaleny Płanety to słodko-gorzka historia pewnej irlandzkiej rodziny, w której tęsknota za miłością, wolnością i beztroską zderza się z bezlitosnym obliczem ubóstwa, lęku o jutro, poniżenia, utraty nadziei… Czy w takim krajobrazie można tańczyć, śnić, śmiać się do łez? – zobaczcie sami.

Zobaczyliśmy i jesteśmy pod wrażeniem. Piszę w liczbie mnogiej, gdyż teatr ten, wprowadził dziś najwięcej żywiołu i gry aktorskiej na scenie, co pokazała publiczność, nagradzając sztukę burzliwymi oklaskami. Dużo w tym zasługi irlandzkiego żywiołu. Aktorzy grali świetnie swoje role, jedni byli idealni jako odgrywane postacie inni dość dobrzy. Ale w życiu człowieka jest podobnie, jedni wybijają się swoją indywidualnością, temperamentem, inni są tylko tłem. Gdy dłużej się pomyśli nad sztuką, dochodzi się do ciekawych wniosków. Rzeczywistość przedstawianej rodziny, widziana z zewnątrz może się wydawać nudna i smutna. Wydaje się, że ci biedni, to muszą usychać i nieustannie się tylko zamartwiać. Tymczasem wydaje się, że jest odwrotnie. W takich rodzinach jest dużo spontaniczności, naturalności. Pani Magdalena Płaneta pyta: czy można w takim krajobrazie tańczyć, śnić i płakać do łez? Uważam, że tak, wielokrotnie bardziej niż w rodzinach, które mają wszystko. Spowodowane jest to niedosytem, jaki mają biedni, więcej chcą, więcej czują, stać ich na zachowania, które mogą się wydawać śmieszne, bo nie mają nic do stracenia, szczególnie w opinii innych. Podczas gdy lepiej sytuowani, mimo iż mają tę samą rzeczywistość, tracą możliwość naturalnego zachowania. Nadzieje, rozczarowania, radość i smutek, oraz obserwujący to wszystko z boku, spokojnie robiąc sobie latawce, to jest teatr. Publiczność dziś mogła czuć się usatysfakcjonowana finałem pierwszego dnia biesiady.

planeta m biesiada horyniec

Dziękuję o. Leonowi i Pani Jolancie za ciekawe rozmowy o wystawianych sztukach w dzisiejszym dniu