lubelski u

Mamy pierwszy dzień Biesiady za nami. Oczami widza zawsze inaczej wygląda ta impreza, niż dla tych, którzy są „w środku”. Być może kiedyś poznamy ten wewnętrzny biesiadny światek, tymczasem nam pozostaje oglądać spektakle, które wybierze nam jury na wieczór. Bo jak „ludzie mówią” – coś w tym roku słabo Horyniec przystrojony.

Pierwszy wystąpił „Teatr Satyry Zielona Mrówa” ze spektaklem „W co się bawić czyli zmory niejakiego Eustachego Dreptaka”. „Uśmiechnij się, życie jest proste”, to proste przesłanie jakie w piosence chciała przemycić Zielona Mrówa, idealnie podsumowuje nawet ideę całej horynieckiej biesiady. Teatr dla odbiorców to możliwość obcowania z prawdziwymi emocjami, tylko aktor musi potrafić je przekazać i zaszczepić publiczności. Trzeba przyznać, że męska część tego teatru była nadzwyczaj wyrazista, można było odczuć od nich ich urok, a to u aktorów jest niezwykle cenne. Odtwórca głównej roli, jak i „chwilowy amant”, dali popisy wyrazistości. Pomysłowa scenografia, pomysłowa satyra, zaskakujące zwroty akcji i lubelski uśmiech!

mr (17)

Drugi spektakl jaki mogliśmy obejrzeć, to „Dzbanek z czarnej gliny”– Glen Cullen, na motywach „Balladyny” Juliusza Słowackiego w wykonaniu Teatru PID/GIN. Oto co można znaleźć w sieci na temat tego spektaklu: Przedstawiona w postaci serii fragmentów wspomnień. Oniryczne i miejscami groteskowe przedstawienie rozważa proces wyboru własnej tożsamości i rozdarcie między gotowością poniesienia odpowiedzialności za swoje czyny a pragnieniem wolności. Dwie kobiety poruszają się w minimalistycznej scenografii, tworząc przedstawienie na przemian absurdalne, emocjonalne i surrealistyczne.

Balladyna jaka jest, każdy wie, dlatego też sztuka oparta o motywy dzieła Słowackiego jest niemal dla każdego przewidywalna. W takich przypadkach, pozostaje obserwować samą grę aktorską, oddać się przemyśleniom…

w