pijana sypialnia (1)

Pierwszym zaprezentowanym w piątek spektaklem, była sztuka Mirona Białoszewskiego: „Osmędeusze”, w wykonaniu Teatru Pijana Sypialnia. Sam opis przedstawienia, pozwolę sobie zaczerpnąć z portalu pdf.edu.pl:

Nie bez przyczyny Osmędeuszy nazywa się „współczesnymi Dziadami”. Akcja dramatu przenosi nas pod bramę Cmentarza Powązkowskiego. Miejsce niezwykłe. Spotykamy tu Wianczarki, które swoimi wspomnieniami i podwórzowymi przyśpiewkami niejako wywołują duchy dziwnych postaci  z przeszłości. Wszystkich elektryzuje temat tajemniczej miłości Teosi i żonglera – Sylwestra. Ale uwaga! Mówi się, że w okolicy zjawiła się Katakumbowa, czyli tajemnicza władczyni cmentarza. Sylwester musi mieć się na baczności. W miarę, jak opowieść nabiera tępa, nic nie jest już pewne. Fakty mieszają się z legendami i plotkami. Przedwojenna Warszawa opisana przez Mirona Białoszewskiego w Osmędeuszach tańczy i śpiewa. Świat złodziejaszków, handlarzy, artystów cyrkowych i żebraków jest niezwykle zaskakujący i zabawny. W Jarmarczny klimat warszawskich ulic niezauważalnie wkrada się rutyna dnia codziennego. Co jest niezwykłego w Osmędeuszach? Jest miłość, nadzieje, marzenia, ale również przemijanie i śmierć. Jest życie.

„Osmędeusze”, to jeden z najciekawszych współczesnych dramatów o miłości i przemijaniu. Sztuka przedstawia niezwykły świat handlarzy, artystów cyrkowych i żebraków. Spektakl przywołuje tajemniczy i rozśpiewany klimat Warszawy, której dzisiaj już nie ma. Miron Białoszewski zderza w tekście przedwojenne ballady z awangardową poezją i nowoczesnym teatrem tworząc współczesne „Dziady”.

pijana sypialnia (2)

Moi rozmówcy, na temat tej sztuki mówili dość jednomyślnie, była trudna w odbiorze. Zazwyczaj człowiek chce czegoś logicznego, bo wtedy jest w stanie łatwo do takiej sztuki się ustosunkować. Tymczasem twórczość Białoszewskiego, można nazwać nawet abstrakcyjną. Patrząc na występ „Pijanej Sypialni” myślałem sobie… co Białoszewski zażył, że coś takiego stworzył i co ja musiałbym zażyć, by łatwo się wtopić. To były moje pierwsze myśli. A że nie jestem osobą, która bezmyślnie ogląda, ale nachodzą same różne refleksje podczas oglądania, pojawił mi się w umyśle obraz z listopada. Wtedy to przez kilka dni przed świętami, siedziałem na cmentarzu horynieckim i wyczyściłem kilka starych nagrobków. W samo święto zmarłych, w nocy fotografowałem nasz cmentarz i patrzyłem na niego, jak na teatr światła. W piątek wieczorem, oglądając sztukę „Osmędeusze”, przypomniał mi się prawdziwy klimat cmentarza. Mało kto jest w stanie zobrazować sobie tę niezwykłą atmosferę. I tutaj wracając do początku, co trzeba zażyć, by zrozumieć tę sztukę, odpowiem tak: trzeba zostać późno w nocy na cmentarzu i poznawać go, fotografować i próbować złapać ducha. Żadna substancja nie da tak niezwykłych wrażeń, jak samo przebywanie na cmentarzu. Sądzę, że Białoszewski był na Powązkach w nocy i widział trochę groteskowy i straszny obraz Warszawy. Tak powstały współczesne Dziady…

ps

Pan Stanisław Dembski, reżyser Teatru Pijana Sypialnia, tą sztuką wdepnął we sferę życia, nad którą niewielu lubi się zastanawiać. Ludzie wolą o niej jak najszybciej zapomnieć. Człowiek to taka istota, która lubi patrzeć na morderstwo, ale na życie pozagrobowe już nie. Garstka odważnych chce o tym myśleć, ale dotrzeć do nich jest trudno. Patrząc na tę sztukę pod pryzmatem Roztoczańskich cmentarzy, które od lat poznaję, zastanawiam się, czy ekipa Pijanej Sypialni była w nocy na cmentarzu, próbując złapać za nogę ducha, czy też jest to coś odtworzonego samego w sobie?

pijana sypialnia

Sztuka o bardzo dużym potencjale, trudna do udźwignięcia. Chętnie obejrzałbym ją jeszcze raz, bowiem za pierwszym razem było to dla mnie zbyt duże zaskoczenie. Tylko przez chwilę mogłem się wtopić w spektakl. Szczególne wrażenie zrobiła na mnie postać odgrywana przez Karolinę Lichocińską. Twarz Karoliny potrafi sama grać, wystarczy ją na różne sposoby podświetlać i układają się niezwykłe obrazy. Coś perfekcyjnego do tej sztuki. Same słowa to tylko podkład dźwiękowy, element wizualny, gesty, to jest to, co każdy człowiek odbiera wielokrotnie intensywniej niż same słowa. Mowa ciała jest kluczowa w teatrze.  To przedstawienie będę kojarzył z maską ze światła na twarzy Karoliny Lichocińskiej. Nie ma bardziej idealnego obrazu dla „osmędających się dusz”.