Dziś, mieliśmy dwie sztuki, na selekcjonowanych pokazach dla publiczności. Nowością i swego rodzaju ewenementem Biesiady, było brak tym razem pokazu specjalnego, który zazwyczaj wystawiała gwiazda jury. Edward Linde-Lubaszenko, być może z powodów zdrowotnych, zrezygnował z pokazu. Wynagrodzić tę stratę, miały dzisiejsze dwa spektakle. Pierwszy z nich, to „Święto” Teatru Przedmieście z Rzeszowa.

teatr przedmieście -święto Monidło

Sztuka ta, miała dość jasną fabułę. Mamy tutaj bohatera, który pracuje w gminie i jest alkoholikiem. Na różne sposoby, tłumaczy sobie pociąg do alkoholu, także inni ukazują mu same dobre strony picia. Prowadzi niepoukładane życie, miota się między domem, gdzie  mu rodzice wypominają różne rzeczy, a frywolnym życiem prywatnym, na przykład szukając kochanek. Na zdjęciu powyżej, które ukazuje tak zwane monidło, czyli wyidealizowany obrazek ze ślubu rodziców bohatera spektaklu, zauważymy pewną ideę, jaką kieruje się większość społeczeństwa. Udawanie przed ludźmi normalności, nawet na siłę. Prowadzi to, do urabiania swoich dzieci i narzucenia im na plecy oczekiwań. Z takimi oczekiwaniami dziecko musi się mierzyć, zagłuszać swoje wnętrze. Do tego, dochodzi jeszcze miejscowy ksiądz, który moralizuje głównego bohatera, naznaczając w dzieciństwie określeniem złodziej, gdyż ukradł mu z sadku kilka jabłek. Sprawę dopełniają kochanki, które z jednej strony czegoś szukają, z drugiej coś im nie pasuje, co powoduje, że nasz dorosły chłopiec szuka akceptacji i miłości u różnych kobiet. Na porażki niestety znalazł najgorszy sposób, topi je w kieliszku. Z czasem dochodzi do stanu uzależnionego i coraz mniej świadomego małego chłopca, który nie potrafi już nawet trzymać fasonu.

Sztuka jest uniwersalna, przedstawia znane społecznie problemy, które niektórych doprowadzają do jeszcze gorszych stanów. Artystyczna próba pokazania świata sakralnego, zgodnego z dekalogiem, przeplata się z życiem prawdziwym, gdzie człowiek próbuje po prostu przeżyć. Osobiście nie lubię takich sztuk, jest to próba rozgryzania patologi i ich tłumaczenia. Trend ten jest chyba obecny od zawsze w sztuce. Tak zwany dramat osób słabych, albo dramat niepogodzenia się z podjętymi decyzjami.

biesiada teatr przedmieście

Dzieciństwo ma na nas ogromny wpływ, oczekiwania, popełnione błędy, które rosną do rangi murów nie do przebicia. Sztuka coś takiego pokazuje, bije po oczach swoją formą, ale czy wywołuje u człowieka bunt? Czy w momencie, gdy mamy z czymś takim styczność, próbujemy to zmienić, czy… zamaskować. No tak, życie człowieka to takie monidło, wyretuszowane zdjęcie. Ważne tylko, żeby ładnie wyglądało. Sakralny element sztuki, można widzieć, jako taka całkiem niezrozumiała, jak z kosmosu, formułka opisująca coś niemożliwego. Człowiek recytuje z pamięci te wszystkie pisma, a nie wie co to znaczy i do czego służy, interpretuje do swoich własnych potrzeb. Na koniec chciało by się powiedzieć, często słyszane stwierdzenie – jak tak możesz robić, przecież jest święto!

Drugim spektaklem dzisiejszego wieczoru była „Mąka” Teatru Puk Puk. Grupa teatralna, składała się głównie z aktorów młodszego pokolenia. Od razu, dało się wyczuć w powietrzu różnorodność zaawansowania w sztuce aktorskiej. Jedni stanowili tło, mimo swoich równorzędnych ról, inni wyraźnie się wybijali. Tutaj mamy jedną z wybijających się postaci tej sztuki:

puk puk mąka

W przypadku tej sztuki, warto przypomnieć Bernadetę Machałę, która wygrała Złoty Róg Biesiady z 1985 roku. Zachwyciła ona jurorów i publiczność swoim przedstawieniem, a gala finałowa wydawała się być wtedy już formalnością. Wieszczono jej karierę aktorską i faktycznie, rok później zagrała w filmie Andrzeja Wajdy!

Wspominam o tym w przypadku tej sztuki, gdyż bardzo trudno jest w roztańczonym i rozbawionym tłumie zwrócić uwagę na jedną osobę. Ale w tym przypadku zadziałała jakaś magia, która pozwoliła się z tego tłumu wybić. Teraz tylko należy sobie zadać pytanie, na ile grupa była mocna, by kogoś wynieść, a na ile słaba, by ktoś błyszczał?

teatr puk puk biesiada

Spektakl oczywiście żywiołowy z „mantrowym” przesłaniem: „z tej mąki będzie chleb”. Wyrabiamy swoje życie jak chleb, sami decydujemy jakie ono będzie. Jedni dają je wyrabiać za siebie, inni od początku bardzo starannie próbują wygnieść ile się da, by wyrósł dobry chleb. Mimo iż w pewnym momencie, wiele osób sobie zdaje sprawę, że innym ten chleb lepiej zaczyna wychodzić, to mamy radosny przekaz, by próbować to zmienić. W porównaniu z poprzednią sztuką, jest tutaj element pozytywny.

Dziś teatr był szczelnie wypełniony publicznością, zazwyczaj biesiada w piątki ma najgorętszy klimat. O ile pierwsza sztuka mogła się podobać, to po twarzach publiczności można było dostrzec oddziaływanie tego dramatu. Tymczasem spektakl „Mąka” spowodował coś odwrotnego, naładował publiczność żywiołem. To jest właśnie sztuka, jej jakość tak na prawdę nie odzwierciedla to co się dzieje na scenie, ale to, co się dzieje wśród publiczności.